Wszystkie strony świata, Ursula K. le Guin

Jeżeli akcja fizyczna nie jest odbiciem akcji psychologicznej, jeżeli czyny nie są wyrazem osobowości, opowiadania przygodowe bardzo mnie nudzą; często ma się wrażenie, że im więcej akcji, tym mniej się dzieje. Widocznie moje zainteresowania obracają się wokół tego, co zachodzi wewnątrz człowieka. Kosmos wewnętrzny i te rzeczy.

Literatura Ursuli K. le Guin zawsze była dla mnie wielką inspiracją, dlatego gdy zaczęłam zbiór opowiadań „Wszystkie strony świata” – kolekcję jej najstarszych, pierwszych opublikowanych tesktów – szybko przestałam na nie patrzeć jak czytelnik, a zaczęłam jako autor.

Z dwóch powodów. Po pierwsze, cechuje te teksty pewna surowość, jak to na początku twórczej drogi. Ale niezmiennie powracają znajome motywy i tematy. Las i drzewa. Emocje i duchowość. Zwłaszcza ciekawie patrzy się na te opowiadania z perspektywy znajomości późniejszych powieści. To tak, jakbym w końcu sięgnęła do korzeni, do nagiej podstawy, która z czasem rozrosła się w lepiej przemyślane pomysły i wielkie światy. Tu się wszystko zaczyna. Mimo wielkiej różnorodności tych tekstów, wydają się też zaskakująco spójne, podskórnie połączone wrażliwością autorki.

„Skąd pani czerpie swoje pomysły, pani Le Guin?”. Z zapominania Dostojewskiego i z czytania znaków drogowych wspak. A skąd by?

Po drugie zaś, wszystkie zostały opatrzone krótkimi wstępami od samej autorki. Le Guin mówi więc o tych, czemu jakiś tekst napisała, skąd czerpała inspirację, w końca zaś – co po latach na potrzeby ponownego wydania zmieniła. Te notki, choć zwykle niezbyt długie i pisane charakterystycznym dla le Guin stylem, niejako wszystko tłumaczącym, ale jednak pozostawiającym wiele rzeczy niedopowiedzianymi, okazały się równie cenne, jeśli nawet nie cenniejsze niż same teksty. Są w końcu wglądem w proces twórczy. A ten został przedstawiony z rozbrajającą szczerością. Czasem chce się powiedzieć coś ważnego. Czasem przeczytało się napis na znaku drogowym od tyłu.

W wieku lat dwunastu z niekłamaną przyjemnością odebrałam prawdziwy druczek odrzucający, ale w wieku lat trzydziestu dwóch z niekłamaną przyjemnością odebrałam czek. Profesjonalizm nie jest cnotą; profesjonalista to po prostu ktoś, komu płacą za to, co amator robi z miłości. Ale z punktu widzenia ekonomicznego fakt, że za coś płacą, znaczy, że wykonana praca wchodzi w obieg, że będzie czytana; staje się środkiem porozumienia, co stanowi dążenie każdego artysty.

Fakt, iż le Guin zaczęła publikować prozę dopiero po trzydziestce dodaje mi trochę otuchy właśnie teraz, na parę miesięcy przed trzydziestymi urodzinami, gdy przychodzi zwątpienie, że w kwestii pisania mogę coś w końcu osiągnąć. Ale jest też dla mnie znaczące w obliczu tego, co napisałam wcześniej o opowiadaniach z tego zbioru. „Czarnoksiężnik z archipelagu” jest jedną z moich ulubionych książek, bo w tak doskonały sposób oddaje trudy dorastania. Ten zbiór zaś pokazuje dorastanie pisarskich celów i idei le Guin. Patrząc na moje własne teksty, zwłaszcza w ostatnim czasie, zwłaszcza mając na myśli parę rozgrzebanych projektów, nad którymi chciałabym w rozpoczynającym się roku popracować, myślę, że może nie warto było się spieszyć. Być może potrzebowałam tego czasu przed trzydziestką, żeby pewne rzeczy dojrzały i we mnie. Może cokolwiek będzie mi dane w przyszłości opublikować, będzie miało właściwy kształt.

A może po latach na potrzeby jakiegoś zbiorku też będę wprowadzać zmiany. Któż wie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.