Czytam

Zatopić „Niezatapialną”, Anna Hrycyszyn

To było moje pierwsze spotkanie ze steampunkiem i trochę się go obawiałam. Zupełnie niepotrzebnie, bo nie jest to na szczęście książka z gatunku tych, które atakują poplątanym światem i milionem nazw dziwnych urządzeń. Dostajemy akurat tyle informacji, by wiedzieć, jak ten świat działa. A jednocześnie jest on tak prosty, byśmy od razu poczuli się jak u siebie.

Dzięki temu, a także dosyć szybko pędzącej na przód akcji, książkę czyta się bardzo dobrze i płynnie. A podążamy za przygodami grupy piratek, które przerobiły na pirackie potrzeby pasażerski parowiec. Aczkolwiek abordaży zbyt licznych tu nie uświadczymy, jako że fabuła krąży głównie dokoła wątku miłosnego oraz skomplikowanej sytuacji politycznej, polowania na piratów i uciskania przez wojsko wiosek i portów. Przyznam, że momentami byłam zaskoczona wydarzeniami, bo myślałam, że nastąpią dopiero pod koniec, jako finał, tymczasem pojawiały się już w jednej trzeciej!

Ale ceną za płynność okazała się struktura książki. Dużo tu skakania wprzód i tył, zupełnie niepotrzebnych retrospekcji. I to nie takich, które mówią nam, co się wydarzyło np. 20 lat temu, ale takich sprzed paru tygodni, o wydarzeniach dziejących się w ramach akcji właściwej. Równie dobrze można by napisać tę książkę po prostu chronologicznie. Aczkolwiek widzę, czemu ten zabieg służy – dzięki temu można pewne rzeczy opisywać skrótowo, nie nudzić czytelnika zbędnymi szczegółami, ominąć wygodnie te wszystkie fragmenty z przechodzenia od punktu A do B.

Tyle że ja złośliwie lubię po prostu książki napisane inaczej (co mi zresztą niedawno wytknięto…). Lubię właśnie szczegółowość, rozwodzenie się długimi akapitami nad akcją i emocjami postaci, pewnego rodzaju powolność akcji wynikającą właśnie z dokładności. Mi to nawet opisy jak postaci wstają, ubierają się i jedzą śniadanie nie przeszkadzają, o ile są dobrze napisane. Wielu się pewnie w tym momencie ucieszy, że „Niezatapialna” napisana jest zupełnie inaczej. Tyle że dla mnie pozostawiła niedosyt – mam wrażenie, jakby przez ten luźny styl najważniejsze momenty fabularne zostały potraktowane mocno po macoszemu. Myślałam, że w uwalnianiu towarzyszy z więzienia, wyciąganiu zatopionego statku z dna rzeki czy poniżającym wcieleniu głównej bohaterki do marynarki będzie towarzyszyć więcej emocji. Tymczasem po krótkiej informacji, że się te rzeczy wydarzyły, lecimy już dalej, fabuła czeka!

IMG_3602
Kapitan Jollienesse Rożnowski szykuje się do abordażu papryczek ;)

Wszystko przedstawione jest więc mocno powierzchownie. Rozgrywki polityczne, bunty społeczne, odważne akcje piratów, relacje między postaciami – wszystko dostajemy w wersji rozcieńczonej, ledwo muśniętej. Akurat tyle, żeby zbudować świat, postaci i fabułę, ale nie na tyle, by stworzyć dzieło wielkie. Dlatego moje uczucia są tak mieszane. Z jednej strony chciałabym więcej, a z drugiej była to lektura bardzo przyjemna, lekka, którą chętnie kontynuowałam, popadając łatwo w syndrom „jeszcze tylko jeden rozdział i już na pewno skończę”. Przeczytałam więc, bawiłam się dobrze, ale powracać do „Niezatapialniej” nie będę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s