Sadzę

Początki pomidorowego imperium

Wiosną 2014 roku, będąc na zakupach, wypatrzyłam zestaw do uprawy pomidorków sałatkowych. Znalazłam go w Tchibo, a więc sklepie sprzedającym kawę, akcesoria kuchenne i piżamy. Kupiłam go na zasadzie „jak wyrośnie, to fajnie, a jak nie – to trudno”, nie oczekując wiele. Do kompletu dobrałam też zestaw z truskawkami.

maly
Pierwszy pomidorek wzeszedł (uprawa 2015)

Nie mogłam się pochwalić jakąkolwiek wiedzą o ogrodnictwie. Ba, moje doświadczenie ograniczało się do kilku zasuszonych kwiatków. Ale naprawdę zasuszonych. Zaś zestaw z doniczką, ziemią i nasionkami nijak miał się do przygotowywania rozsady. Z truskawek nic nie wyszło, ale za to pomidory wykiełkowały. Przeżyły ledwo dwa, a gdy zdałam sobie sprawę, że chyba trzeba by je przesadzić do czegoś większego, wylądowały na balkonie w zdecydowanie zbyt płytkiej, drewnianej, podłużnej donicy z ziemią bez drenażu. Z perspektywy czasu – brzmi jak ogrodniczy horror ;) Ale jakimś cudem wyrosły z nich piękne, potężne krzaki, które dały prawie 150 owoców (tak, spisywałam zbiory na karteczce zawieszonej na lodówce).

img_0305

Tak to się zaczęło – przypadkiem, byle jak, z licznymi błędami. Ale niewiele rzeczy w życiu dało mi taką satysfakcji, jak obserwowanie rozwijającej się rośliny. Pomidory, które dodałam do sałatki, były kiedyś ziarenkami, potem żółtymi kwiatkami, potem śmiesznymi zielonymi kulkami. Odchowałam je samodzielnie na balkonie, wszystko robiąc własnymi rękami i w panice szukając w internecie metod na pozbycie się szkodników. I osiągnęłam cel – dojrzałe, słodkie pomidorki. WOW. Wielkie WOW.

W trakcie mojego pierwszego, dziwnego sezonu zdobyłam niezbędne doświadczenie. Potem zajrzałam do książek, podszkoliłam się z Internetu, trochę poeksperymentowałam. Dowiedziałam się, jak właściwie przygotować ziemię dla roślin i jaką odmianę najlepiej wybrać. Usunęłam z balkonu rowery, by zrobić więcej miejsca na uprawę.

pomidorywmisce
Radość z własnych zbiorów nie ma sobie równych (zbiory 2014)

Sezon 2017 będzie w pewnym sensie podobny do tego pierwszego. Znów nie wiem co robię i rzucam się z motyką na słońce, chcąc dodać do pomidorów jednocześnie ogórki, papryki, oberżynki, zioła… Ale ciężko mi się powstrzymać, bo tak niezwykła jest magia samodzielnego uprawiania własnego jedzenia. Co gorąco każdemu polecam – a jeśli nie macie pojęcia, jak się za to zabrać, zawsze możecie wykorzystać najlepszą metodę, czyli naukę na cudzych błędach. W tym wypadku – moich.

Ten blog to głównie dziennik uprawy, ale i parę porad tu znajdziecie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s